10 stycznia 2026 roku przypada 134. rocznica urodzin Melchiora Wańkowicza – pisarza i korespondenta wojennego (KMC nr 750), autora monumentalnej „Bitwy o Monte Cassino”. Nie wyobrażałem sobie pisania przewodnika „Monte Cassino i okolice” ani wypraw na pole bitwy bez jego książki.
- Pisarz z kresowego świata
- Twórca nowoczesnego reportażu
- Korespondent wojenny 2 Korpusu Polskiego
- Dzieło życia – "Bitwa o Monte Cassino"
- Losy powojenne pisarza
- Od reportażu do przewodnika
- Po latach
- Zamów przewodnik

Pisarz z kresowego świata
Melchior Wańkowicz urodził się 10 stycznia 1892 roku w Kałużycach, w rodzinnym majątku położonym niedaleko Mińska. Otrzymał imię po ojcu, powstańcu styczniowym, który zmarł zaledwie dwa miesiące po jego narodzinach. Matka, Maria ze Szwoynickich, odeszła trzy lata później. Dzieciństwo spędził na Kowieńszczyźnie pod opieką babki. Do tego świata wrócił w „Szczenięcych latach”, jednej z najpiękniejszych polskich opowieści o kresowym ziemiaństwie.
Po ukończeniu warszawskiego gimnazjum studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, choć szybko okazało się, że nie to będzie jego droga. I wojna światowa, służba w I Korpusie generała Dowbora-Muśnickiego, a później wojna polsko-bolszewicka, podczas której został odznaczony Krzyżem Walecznych, na trwałe skierowały go ku sprawom państwa, wojska i reportażu.
Twórca nowoczesnego reportażu
W dwudziestoleciu międzywojennym Wańkowicz wyrósł na jednego z najważniejszych polskich reporterów. W 1924 roku założył Towarzystwo Wydawnicze „Rój”, które publikowało m.in. Tuwima, Gombrowicza i Schulza. Sam pisał reportaże łączące skrupulatną obserwację z literacką formą i tradycją gawędy – styl, który do dziś pozostaje jego znakiem rozpoznawczym.
„Na tropach Smętka” z 1936 roku stało się jednym z najważniejszych reportaży o Mazurach i losie polskiej ludności w Prusach Wschodnich. Przed wojną książka doczekała się dziewięciu wydań, a po 1945 roku była dla wielu osadników pierwszym przewodnikiem po tych ziemiach. Książka ta stała się również powodem, dla którego we wrześniu 1939 roku Niemcy chcieli dopaść jej autora.
Korespondent wojenny 2 Korpusu Polskiego

II wojna światowa po raz kolejny zmieniła bieg jego życia. Po ewakuacji przez Rumunię trafił na Bliski Wschód, a w 1943 roku został korespondentem wojennym 2 Korpusu Polskiego. Nie obyło się bez przeszkód, bo Wańkowicz miał przypiętą łatkę „pisarza sanacyjnego”.
Wiosną 1944 roku znalazł się we Włoszech, u progu decydującej batalii. Otrzymał zadanie wyjątkowe: stworzyć kronikę bitwy, która jeszcze się nie rozegrała. Miał opisać czwartą bitwę Monte Cassino „na gorąco”, bez wiedzy o jej wyniku.
Tak pisał o swoim zadaniu:
Jestem już we Włoszech dziesięć dni, które poświęciłem na zapoznanie się z ogólną sytuacją i z walkami poprzedników. Zameldowałem się zaraz po przyjeździe dowódcy Korpusu. Generał Anders wprowadził mnie z tzw. karawanu – wozu mieszkalnego – pod górkę; ukazał mi panoramę Monte Cassino z postrzępionymi resztkami Klasztoru i czarny wiszący nad nim masyw Monte Cairo. Łańcuchy gór, rzucone w kilka rzędów, fioletowiały i zmierzchały jak dekoracje teatralne. Odjechałem z poczuciem zjawiskowości, teatralności, nieuchwytności tego, co się dzieje.
M. Wańkowicz, Bitwa o Monte Cassino, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 29.
Dzieło życia – „Bitwa o Monte Cassino”
Wańkowicz nie ograniczał się do rozmów w dowództwie Korpusu czy w sztabach poszczególnych jego jednostek. Przez dwa tygodnie przebywał na pierwszej linii frontu, rozmawiał z żołnierzami w okopach, w punktach opatrunkowych i polowych szpitalach. Zbierał relacje, notował, fotografował.

Owocem tej pracy była trzytomowa „Bitwa o Monte Cassino”, wydana w latach 1945–1947 we Włoszech. Nie była to klasyczna relacja uczestnika walk, lecz wielogłosowa kronika bitwy – opowieść o żołnierzach, oddziałach, wzgórzach i drogach prowadzących ku klasztorowi.
Jako korespondent wojenny Melchior Wańkowicz został odznaczony Krzyżem Pamiątkowym Monte Cassino nr 750.
Pierwsze wydanie zawierało blisko dwa tysiące ilustracji: fotografie, mapy i rysunki Mariana Bohusza-Szyszki, a za oprawę graficzną odpowiadał Stanisław Gliwa. Spośród tysięcy zdjęć wybrano te, które najlepiej oddawały charakter walk i pokazywały żołnierzy 2 Korpusu.
To właśnie ta książka przez dziesięciolecia kształtowała sposób, w jaki Polacy myślą o Monte Cassino. Dla wielu czytelników była pierwszym „wejściem na pole bitwy”, jeszcze na długo przed tym, zanim mogli tam pojechać osobiście.

Losy powojenne pisarza
Po wojnie Wańkowicz zamieszkał w Londynie, później w Stanach Zjednoczonych. Do Polski wrócił w 1958 roku, w okresie tzw. odwilży, lecz szybko znalazł się w konflikcie z władzą.
Nie zgadzał się na pomijanie wysiłku Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Podpisanie „Listu 34” i współpraca z Radiem Wolna Europa doprowadziły do procesu i wyroku więzienia, którego ostatecznie nie wykonano. Pośmiertnie został uniewinniony dopiero w 1990 roku.
Zmarł 10 września 1974 roku w Warszawie. Do końca pozostał wierny swoim zasadom, także wtedy, gdy odmówił państwowego pogrzebu.

Od reportażu do przewodnika
Pisząc dziś o Monte Cassino, trudno uciec od Wańkowicza. I nie ma takiej potrzeby. Jego „Bitwa o Monte Cassino” pozostaje punktem odniesienia, kiedy opisujemy to miejsce i wydarzenia sprzed ponad 80 lat.
Mój przewodnik „Monte Cassino i okolice. Szlakiem 2 Korpusu Polskiego” powstawał w innym czasie, ale jeden z celów, jaki sobie postawiłem, był zbieżny z celem książki Wańkowicza – zachować pamięć o pamiętnym maju 1944 i uczestnikach bitwy.
Przewodnik nie jest reportażem wojennym, lecz próbą przedstawienia terenu, tras, wzgórz i miejsc pamięci, które Wańkowicz opisał słowami. Tam, gdzie on prowadził czytelnika zdaniem i obrazem, ja prowadzę go drogą, ścieżką i mapą – po tym samym polu bitwy.
Jednego jestem pewien. Bez Wańkowicza nie byłoby mojego przewodnika w obecnym kształcie.
Po latach
Dziś „Bitwa o Monte Cassino” nadal jest czytana i wznawiana – w wersjach pełnych, bez skrótów wymuszonych przez komunistyczną cenzurę. To książka, do której się wraca: przed wyjazdem, po powrocie, a czasem zamiast podróży.
134. rocznica urodzin Melchiora Wańkowicza to dobry moment, by przypomnieć sobie, że opowieść o Monte Cassino zaczęła się od reportera, który był tam z żołnierzami, i trwa dziś w kolejnych próbach opisywania tego miejsca, które stało się symbolem.


